初心
Shoshin
Czas czytania: 20 min
„Nie zachowuj się jak dziecko!” – jak często to słyszysz? A czy wiesz jednak, że takie zachowanie może być korzystne dla ciebie, twojego rozwoju i relacji ze światem?
Zaskoczę cię jednak zaczynając od… chodzenia lasami.
Wyobraź sobie zwykły spacer do podmiejskiego lasu, żeby się przewietrzyć, odpocząć. Jest miło i przyjemnie, zieleń, ptaszki, świeże powietrze. To oczywiste, jest las to i są drzewa. Drzewo jakie jest, każdy widzi – pień, gałęzie, konary, liście lub igły. Czas mija, oczy odpoczywają od patrzenia, nogi przemierzają zdrowy dystans, umysł też staje się lżejszy – od razu lepsze samopoczucie. Pora kończyć, życie wzywa.
Porównaj to z zachowaniem małego dziecka, które wchodzi do tego lasu po raz pierwszy w życiu. Wow! Jakie wielkie drzewo! Rany, za nim jest jeszcze większe! Co to, patyk? Mogę nim porzucać? O, patrz jakie grube jest tamto drzewo. Zupełnie inne. Kolejny patyk! Ten ma inny kolor. A co to jest to zielone na drzewie, takie miękkie? Na tamtym drzewie tego nie było.
Ten opis mógłbym kontynuować kilka kartek. Tak długo, aż zmęczy się któreś z nas — raczej ja. Zmęczyłem się. A może znudziłem? Drzewa, las oglądam na okrągło. Patyków też uzbierałem trochę w życiu. Z drzew robiłem nawet atrapy mieczy za dziecka. Na pieńkach już siedziałem, lasami po horyzont szedłem. Nic nowego nie widzę.
Nie widzę, bo utraciłem w tym momencie shoshin.
Umysł początkującego
Walka o swoje życie jest dość stresującą sytuacją, nawet ekstremalną. Wymaga posiadania umiejętności opanowania swojego pobudzenia nie tylko fizycznego ale i psychicznego. Metodykę nauki takich cech, na potrzeby prymitywnego zachowania społecznego zwanego wojną, wypracowała wieki temu klasa wojowników.
W specyficznych warunkach kulturowych Japonii, często toczonej konfliktami (to akurat jest domena całej ludzkiej cywilizacji), doprowadzali swoją sztukę walki do perfekcji. Będąc także pod wpływem buddyzmu Zen stworzyli idee różnych stanów mentalnych idealnego wojownika[1]. Zazwyczaj jako pierwszy z nich jest wymieniany shoshin – umysł początkującego.
Tylko co wojenny shoshin ma wspólnego z chodzeniem po lesie wspomnianym na początku tego wpisu? Ma taki sam łącznik jak studiowanie fizyki kwantowej i psychologii. Otwarte, chłonne, pozbawione uprzedzeń i nawyków uczenie się. To podstawa jakiegokolwiek rozwoju.
Tym jest właściwie shoshin. Bezpośrednie tłumaczenie to ‘stan umysłu osoby początkującej (w czymś)”. Stąd to porównanie do dziecka, które widzi las po raz pierwszy w życiu. Wszystko jest nowe, fascynujące, nieznane. Młody człowiek nie ma wyrobionej opinii na temat tego środowiska – musi wszystkiego dotknąć, doświadczyć. Nie jest to dla niego ‘kolejny’ las, tylko ten pierwszy.
Początkujący, pragnący zgłębić jakąś dziedzinę jest w stanie otwartego, żarliwego i nieuprzedzonego podejścia do nauki umiejętności, studiowania. Nie ma wyrobionych opinii i nawyków. Po prostu chłonie wiedzę i doświadczenie, które do niego płynie. Jest zaciekawiony.
Kazuo Chiba Sensei[2], nauczyciel japońskiej sztuki walki Aikido, porównuje ten stan do kawałka czystego białego jedwabiu zanim się go zafarbuje. To „postawa jakiej się wymaga od kogoś, kto by chciał się czegoś uczyć. Zawiera szczerość, skromność, otwartość, wytrzymałość, poświęcenie i samokontrolę wolne od własnej woli, oceniania czy dyskryminacji.”[3]
Nauczyciel ostrzega też, że „Strata shoshin oznacza zakończenie rozwoju”[3], a strata ta prawie zawsze przychodzi niezauważona podczas stawania się ekspertem.
Umysł eksperta
Wraz z doświadczeniem przychodzi pewność siebie. Jak z nauką jazdy samochodem. Nie zastanawiasz się jak poruszać samochodem, ciało i umysł pamiętają, połączenia neuronalne są wytworzone. Samo się jedzie, jak na autopilocie. To jest ten moment kiedy statystycznie przeciętny kierowca twierdzi, że jeździ lepiej i bezpieczniej niż średnia krajowa.
To moment kiedy ego może zacząć zasłaniać stan umysłu początkującego. Stajemy się biegli w jakiejś dziedzinie, lekcje dla początkujących wydają się proste, błahe i nużące. Chcielibyśmy tylko ćwiczyć bardziej zaawansowane rzeczy. Gubimy skromność.
Przyzwyczajamy się do określonych, dobrze nam znanych i sprawdzonych rozwiązań dla problemów. Z czasem możemy wpaść w koleiny uważania się już za eksperta i nie rozważamy nowych, nietypowych podejść i odmienności uważając, że nasz wariant jest lepszy. Przestajemy się zachwycać na nowo momentami życia. Dobrze podsumowuje to cytat z książki, która jest kompilacją przemów Shunryu Suzukiego, mnicha Zen, który spopularyzował pojęcie shoshin (oraz cały Zen) w XX wieku na Zachodzie: „W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta – parę"[4].
Tak wygląda stracone shoshin. Jak moje wędrówki lasami lata temu. Albo moja praktyka Aikido kiedy tracę uważność, rozkojarzam się w czasie treningu.
Instruktorzy Aikido, którzy mnie uczyli zawsze podkreślali znaczenie utrzymywania shoshin w trakcie praktyki. A ćwiczenie Aikido opiera się na obserwowaniu ruchu jaki pokazuje nauczyciel i jego powtarzaniu, zaadaptowanego do swojego ciała oraz możliwości. Jako początkujący nie ogarniałem całości, rozbijałem to na kroki, etapy. Z czasem ciało się uczyło i przy kolejnych ćwiczeniach tego samego ruchu wiedziałem już co robić. A raczej tak mi się wydawało.
Oglądałem wykonywaną technikę a umysł z pewnością siebie mówił „aha, znam już to, umiem”. Wtedy odpuszczałem skupienie i czekałem aż prezentacja się skończy a ja wrócę do ćwiczenia zamiast bezczynnie siedzieć i oglądać kolejny raz tę samą technikę. Takim podejściem przegapiałem, że jednak to konkretne wykonanie było inne od wcześniejszych, że nauczyciel chciał przekazać subtelną różnicę. Ja, tracąc shoshin, byłem ślepy na ten szczegół.
Z biegiem czasu, rozwijając uważność oraz ćwicząc szerokie pole widzenia zacząłem pilnować swojego skupienia w trakcie prezentacji osoby prowadzącej i nie dawać się rozproszyć myślami o tym co jest poza matą. Nie patrzę na poszczególne elementy ciała, ale na całość złączoną w jedno z ruchem. Nie myślę, co to za technika i czy ją znam, ale staram się zresetować umysł żeby wejść w tryb fascynacji tym co widzę tak, jakbym to widział po raz pierwszy w życiu.
Kiedy uświadamiam sobie, że coś przegapiłem, wiem, że moje skupienie, zanshin, osiadło i odpuściłem utrzymanie shoshin. Straciłem tę unikalną chwilę obecności, możliwość nauki czegoś nowego. Spowodowałem, że moje ćwiczenie zgubiło na chwilę sens a ja zrobiłem regres.
Z czasem zacząłem zauważać zgubione shoshin u innych. Czasem u średnio-zaawansowanych, którzy popełniają ten sam błąd co ja na początku. Wtedy toczę małą walkę ze sobą, żeby im nie zwrócić uwagi, że pokazywany ruch był inny, co wypada robić tylko przy początkujących.
Kiedy indziej widzę to u zaawansowanych, nawet wyższych stopniem ode mnie. Czasem zdarza się to na seminariach kiedy zjeżdżają się ludzie z innych dōjō[5] lub odmiennych stylów. Może dojść wtedy do sytuacji kiedy nie zgrywam się z osobą, z którą ćwiczę, bo ja i ona mamy różną percepcję tego, co widzimy w czasie prezentacji przez obcego nauczyciela prowadzącego trening. Zastanawiam się wtedy czy to ja nie przegapiłem jakiegoś elementu albo nie zapamiętałem ruchu. Czasem to jest wina mojego braku uwagi. Czasem to druga osoba nie pozwala sobie wyjść poza wyuczoną formę.
Wspomniany wcześniej Chiba sensei, w jednym ze swoich ostatnich wywiadów[6], przekazał najważniejszą według niego radę dla ćwiczących Aikido – aby niezmiennie utrzymywali swoje shoshin – umysł początkującego. Żeby ten stan był fundamentem dla wszystkiego co robimy.
„Shoshin jest również pojęciem mocno związaną z negacją samego siebie, podczas gdy arogancja jest zbudowana na niewykształconym samopotwierdzaniu i powierzchownym samozapewnianiu się. [...] Ostatecznie to Shoshin jest tym, co zarówno daje rozwój głębokiego wglądu i wyczucia balansu [między tym czego się nie zmienia a co należy zmienić].”[3]
Moment, w którym przestajemy być początkującymi, jest momentem, w którym przestajemy się rozwijać. To mi nasuwa taką myśl — mistrzem się nie jest, mistrzem się ciągle staje. Tak jak mistrzowie Zen się nimi stają ćwicząc nieustannie stan shoshin, będący jednym kluczowych sposobów praktyki.
Zen (Neuro?)Psychologii
„Na początku góry są górami, rzeki są rzekami. Potem góry przestają być górami, a rzeki przestają być rzekami. W końcu, poprzez praktykę, góry znowu stają się górami, a rzeki rzekami.”
(przypisywane Qingyuan Weixin)
Ten aforyzm przypominający odnajdywanie swojego ‘umysłu początkującego’ usłyszał Dōgen Zenji, który w XIII wieku przywiózł ze sobą z Chin do Japonii nowy odłam Zen – Sōtō. W swoich pismach podkreślał jak wielkie znaczenie dla praktyki ma praca nad jakością umysłu. Kiedy Zen i pojęcie shoshin zaczęły docierać na Zachód, dzięki wspomnianemu wcześniej Suzukiemu, to nauka zapukała do wrót tej wschodniej praktyki. Zaczęły się powoli wyłaniać badania ‘mistycznej’ procedury medytacji przy pomocy dostępnych aparatur.
W kontekście tej konkretnej formy medytacji praktykowanej w Zen (jej nazwa to zazen) najbardziej rozpowszechniła się praca dwójki japońskich naukowców z 1966, Hirai i Kasamatsu[7]. Na potrzeby tego badania zgromadzili grupę mnichów, mocno i niewiele zaawansowanych, aby zobaczyć co się dzieje w ich mózgach kiedy doświadczają ciągle tego samego bodźca podczas medytacji. Skoro ćwiczą stan shoshin, to chyba oczekuje się, że każdy kolejny impuls będzie traktowany jak zupełnie nowy? Czy można w ogóle opisać ten stan w języku nauki?
Upraszczając, wynik ich badania wykazał, że fale mózgowe (alfa) mistrzów Zen słysząc regularnie powtarzający się dźwięk klikania, za każdym razem wykazywały stały czas reakcji (wzrost uwagi mierzone jako spadek częstotliwości fal). Natomiast u początkujących ten interwał spadał szybko z każdym kolejnym dźwiękiem. Brzmi to jak potwierdzenie, że mistrzowie Zen są mistrzami utrzymywania shoshin – ich umysły nie przyzwyczajają się do bodźca i każdy kolejny jest traktowany jak nowe zjawisko.
Mały szkopuł tkwi w tym, że dalsze badania nie potwierdziły takiego zachowania. Do tej pory nie ma solidnego potwierdzenia, istnieją nawet badania temu zaprzeczające[8] a wspomniany eksperyment jest obecnie uważany za uproszczony i nadmiernie zinterpretowany. Nie przeszkodziło to w podchwyceniu wniosków japońskich naukowców przez literaturę popularną dotyczącą duchowości, samorozwoju, mindfulness czy samego zen, jako naukowego dowodu, że medytacja powoduje brak przyzwyczajenia, filtrowania mentalnego i „widzenia świata takim jakim jest”. W ten sposób wykreślano przestrzeń dzielącą opisowe doświadczanie zjawiska świadomości a mierzalne, fizyczne zachowanie arbitralnie wybranego wskaźnika pracy mózgu.
Wracając do nauki, jedna z teorii dotyczących pracy mózgu mówi, że jest on w nieustannym procesie symulowania przyszłości na podstawie rejestrowanych bodźców (hipoteza mózgu predykcyjnego). Gdyby tego nie robił nie bylibyśmy w stanie, na przykład, złapać lecącej do nas piłki. Tak samo, gdyby nie przyzwyczajał się do bodźców moglibyśmy doświadczać silnego przeciążenia percepcyjnego, nawet siedząc bez ruchu w pustym pokoju. Mózg rejestruje nowy dźwięk (kliknięcie), a następnie dochodzi do często automatycznie dokonywanej oceny czy jest to bodziec zagrażający lub nie dla organizmu. W tym drugim przypadku przy kolejnych powtórzeniach dokonuje czegoś, co w modelach predykcyjnych opisuje się jako redukcję wagi tego sygnału jako mniej istotnego, w dodatku przewidywalnego i spodziewanego. W ten sposób ogranicza zużycie energii, co jest uważane przez niektórych naukowców za jedno z głównych zadań mózgu[9].
To w końcu jako to jest z tymi mnichami i ich shoshin? Otóż coraz więcej badań zaczyna wskazywać (ale nie ma jeszcze twardych dowodów), że ćwiczenie medytacji typu zazen[10] nie tyle zatrzymuje przyzwyczajenie mózgu do powtarzalnego bodźca, co zmniejsza po prostu poziom jego reaktywności[11]. Na przykładzie dźwięku kliknięcia: jeżeli bylibyśmy w spokojnym i przytulnym pomieszczeniu, może skupieni na czytaniu w ciszy, to takie kliknięcie znienacka mogłoby nas wystraszyć – to jest ta reaktywność.
Te nowe badania[12] pozwalają spojrzeć inaczej na wnioski z publikacji japońskich naukowców. Mózg mistrzów medytacji zazen przyzwyczaja się do sygnału, ale reakcja nawet na pierwsze wystąpienie bodźca jest bardziej stonowana i stabilna w czasie dla kolejnych impulsów. Jest ona tak samo niska jak dla osób niemedytujących po wielu powtórzeniach tego dźwięku. Zaawansowani praktycy po prostu nie mają silnej reakcji przestraszenia, zachowują tak samo stabilny spokój przy pierwszym kliknięciu jak i kolejnych. Dla niezaawansowanych, nowy dźwięk generuje silny proces analizy czy jest to bodziec zagrażający. Ponieważ nie jest, to każde kolejne wystąpienie nie wywołuje już tak silnej reakcji (predykcja mózgu) i z czasem spada ona do takiego poziomu jak u zaawansowanych.
To czy istnieje relacja między subiektywnym doświadczaniem shoshin a nauką? Osoby o bardzo dużej praktyce typu zazen opisują swoje doświadczenie jako większą otwartość na wszystkie bodźce do nich docierające. Twierdzą, że są bardziej ich świadome a poprzez specyfikę tej medytacji inaczej je przetwarzają – że nie powodują one typowej reakcji przestraszenia/zaniepokojenia. Osoby medytujące opisują to jako brak przywiązania do pojawiającego się bodźca, ani unikanie go w wyniku awersji. Nie reagują na każdy impuls jak na pierwszy — oni sprawiają wrażenie jakby reagowali na każde jego wystąpienie z podobnym spokojem. Pozostają oni ciągle w stanie jakby „spokojnej czujności”. Zazen prawdopodobnie (jednak potrzeba dalszych badań) może skutkować zmniejszeniem zaangażowania obszarów związanych z pamięcią autobiograficzną[13], co mogłoby mieć związek ze stanem nieoceniającej obserwacji, czyli właśnie shoshin.
Po co w ogóle jest ten fragment o podłączaniu mistrzów Zen do aparatury? Bo chciałem wspomnieć coś o lękach. Dlatego powinienem zacząć od emocji nazywanej ciekawością.
Ciekawość
Być może zaciekawi cię, że człowiek posiada ewolucyjny, wbudowany w system nerwowy, mechanizm orientacji i znieruchomienia, który może przejść w ucieczkę lub walkę[14]. Kiedy doświadczamy nowego bodźca, na przykład pojawiającego się znikąd dźwięku kliknięcia, układ nerwowy dokonuje mikro-znieruchomienia (orientacji) w celu szybkiej oceny czy jest to zjawisko znane i czy stanowi zagrożenie. Z tym działaniem może być związanie powstanie emocji zaskoczenia i skupienie uwagi na bodźcu.
Jeżeli bodziec wywoła w nas nieprzyjemne doznanie automatyczną reakcją obronną może być unikanie lub ucieczka od zjawiska oraz powstanie mniej lub bardziej nasilonej emocji strachu. Jeżeli ucieczka nie będzie możliwa, mechanizm przejdzie do defensywy poprzez próbę walki i pojawienie się złości.[15] Nasilenie się tych reakcji nie jest zależne wyłącznie od bodźca, ale tego, jak go postrzegamy, ile jesteśmy go świadomi i jak go wiążemy z doświadczeniami z przeszłości.
Subiektywna percepcja zjawiska wpływa na siłę pobudzenia. Jeżeli całkiem neutralny bodziec (jak kliknięcie) przypomni nam, na przykład, tykający zegar w poczekalni stomatologa, to możemy go nacechować negatywnie, mimo iż dźwięk sam w sobie jest neutralny. Ba! - możemy nawet w ten sposób obniżyć wartość pozytywnego dla nas zjawiska. Jeżeli takie interpretacje są powtarzalne, to nasilanie naszej własnej reakcji na bodźce zakłóca w długim czasie nasze funkcje poznawcze, obniża zdolność regulacji emocji i może generować chroniczny stres.[16]
W przypadku kiedy dominującą reakcją na nowe i nieznane jest unikanie oraz strach, tworzymy sobie i zapamiętujemy coraz to kolejne powiązania, które w efekcie będą wpływały na to, jak interpretujemy kolejne bodźce. Skupiając się na relacji jakiegoś doświadczenia z odczuwanym wtedy strachem przywołujemy myśli, które będą generowały poczucie zagrożenia. Zwiększamy tak swoje napięcie psychiczne i możemy w ten sposób wejść w bardziej trwały stan – lęku.[17]
Mam nadzieję, że domyślasz się już do czego zmierzam – to nasza subiektywna percepcja interpretuje doświadczenie. Nasza przeszłość, to jak łączymy obserwowane zjawisko ze swoją historią, wiedzą, wyuczonymi schematami, wpływa na jego interpretację. W efekcie, tworzy ona osąd doświadczenia, które właśnie rejestrujemy. To brzmi jak zgubione shoshin.
Chciałbym wywołać w tobie ciekawość informacją, że nasz układ nerwowy nieustająco równoważy pobudzenie i hamowanie, co w zachowaniu może przejawiać się jako tendencja do unikania lub poszukiwania.[15] Celowo podkreśliłem słowo ‘lub’ ponieważ to są przeciwstawne bieguny możliwej reakcji na ten sam impuls.[18] Można to interpretować jako sytuację, gdzie w momencie wystąpienia bodźca, w mózgu pojawia się konkurencja pomiędzy ciekawością a strachem w celu rozwiązania problemu: czy to zagrożenie czy coś dobrego. Jeżeli nie może rozstrzygnąć jak zakwalifikować to zdarzenie, to popada w stan konfliktu decyzyjnego i znieruchomienia jako reakcji obronnej. Może się tak zachować zarówno w reakcji na dźwięk kliknięcia jak i na uczucia pojawiające się po kłótni z bliską osobą.
To, która strona tego konfliktu wygra jest częściowo zależne od naszej interpretacji. Jeżeli poddamy się automatyzmowi i skojarzeniu zaistniałej sytuacji z innym nieprzyjemnym doznaniem z przeszłości – wygra strach i unik, które zawężają naszą percepcję i powodują skupianie się na zagrożeniach. Jeżeli natomiast nie poddamy się wewnętrznej narracji, tej naleciałości wynikającej z historii naszych doświadczeń, możliwe jest przebudzenie w sobie zaciekawienia zdarzeniem. Otworzymy pole do eksploracji oraz poszukiwania nowych możliwości. Będzie to oznaka, że zbliżamy się do stanu shoshin.
Zaskoczenie skutkujące zaciekawieniem sprzyja otwartości umysłowej. Jak pisze neuropsycholog Jerzy Daniel Żyżniewski w swojej książce „Emocje i nastrój”[15]: to dzięki ciekawości
„[…] głębiej i dłużej przetwarzamy dany bodziec i łatwiej uczymy się różnych informacji na jego temat […] Małe zaciekawienie drugim człowiekiem, otoczeniem sprowadza się do przyjmowania najprostszych, niezweryfikowanych osobiście, a jedynie powielanych schematów myślenia i zachowania”.
Osoby o większej otwartości umysłowej, które wykazują zaciekawienie, zainteresowanie tym co ich spotyka, lepiej sobie radzą z niepomyślnymi zdarzeniami, jak na przykład źle rokująca diagnoza. Ciekawość nie spowoduje, że nie będziemy odczuwali strachu, ale może zmienić kierunek reakcji na emocję z ucieczki na dociekanie. Kieruje to naszą uwagę na pełniejsze doświadczanie zamiast wyłącznie na zagrożenie, przez co zmienia nasz sposób przetwarzania bodźca.
Badania sugerują, że dzieci, których opiekunowie wzmacniają ciekawość, chwaląc taką postawę, mają lepiej rozwiniętą umiejętność konstruktywnego nazywania i wyrażania emocji, bez potrzeby ich eskalowania. Mogą wiedzieć, że są złe zanim stanie się to widoczne dla otoczenia. Może to się przekładać na łatwiejsze funkcjonowanie w życiu, także dorosłym.[15]
Zwłaszcza kiedy taki dorosły potrzebuje sobie przewinąć stos rolek na social mediach, aby pobudzić układ dopaminowy w próbie regulacji swoich emocji. Bo to ciekawość i poszukiwanie nowości są wykorzystywane do tworzenia aplikacji z rolkami, które u niektórych osób mogą prowadzić do uzależniającego korzystania.
Dopamina
Dopamina to sygnał wytwarzany w mózgu silnie związany między innymi z przewidywaniem nagrody i motywacją do nauki, poszukiwania, działania, które może tę nagrodę przynieść. Szokująca prawda: ciekawość zwiększa aktywność układu dopaminowego[19], a to może być powodem, dlaczego rolki łatwo nas wciągają. Jednak nasze zdrowe zainteresowanie jest z premedytacją wykorzystywane przez twórców aplikacji promujących krótkie i dynamiczne filmiki w celu utrzymania nas przy takiej formie spędzania czasu.
Może zdarzają ci się momenty (oby nic dłuższego) kiedy natrafia ci się rolka, która na początku zaciekawia, bo nie wiesz co się tam dzieje, albo sugeruje treść ciebie interesującą. Potem następuje rozczarowanie kiedy konkluzja filmu jest błaha i czujesz niedosyt. Sprawdzasz następną, następną i następną. Któraś w końcu zaspokoi twoje zainteresowanie. Tak zaczyna toczyć się koło mieszające nienasyconą ciekawość z rozczarowaniem i niedosytem, które trudno zatrzymać.
Ciekawość motywuje, bo uruchamia ten sam system nagrody, jak na przykład dobre, smaczne jedzenie (czytaj: słodycze). Motywacja do poszukiwania odpowiedzi jest wynikiem niepewności, zainteresowania jakimś zdarzeniem, informacją czy tematem. Kiedy zaspokoisz swoją ciekawość mózg wzmacnia takie zachowanie sygnałem dopaminowym. Po tym następuje wygaszenie napięcia wynikającego z niepewności. Jednak ciekawość dostarcza nam tę satysfakcję w zdrowy sposób.
Oglądanie rolek może generować zaspokojenie układu nagrody, jednak na podobnej zasadzie jak cukier – czuję się po tym dobrze, to chcę więcej. I WIĘCEJ. Krótkie dynamiczne filmy z frapującym hookiem na początku dla przyciągnięcia uwagi operują na emocjach, są nieprzewidywalne i nigdy nie wiesz na co trafisz. Działają podobnie do gry w ruletkę, hazard. Dają ci ciągle to samo uczucie co piłkarz biegnący w stronę bramki przeciwnika w czasie mundialu.
To nie motywacja generowana przez ciekawość jest problemem w rolkach ale sposób, w jaki jest ona ciągle podsycana i niezaspokajana w niekończącym się źródle informacji i bodźców. Pętla wystarczającego zadowolenia się nie domyka. Poprzez ten brak zamknięcia, mózg uczy się oczekiwać kolejnych dostarczanych tak impulsów, i że następny film może będzie ciekawszy – bo co jakiś czas jest. Za każdym kolejnym razem wzrasta potrzeba częstszej stymulacji a jednocześnie coraz trudniej osiągnąć satysfakcję. Brzmi jak uzależnienie? Bo może się tym stać. Tylko co z tym ma wspólnego shoshin?
Ciekawość pobudza do poszukiwania w kierunku tego, co intryguje, a nagrodą jest znalezienie odpowiedzi. To redukuje tę niepewność, którą rozstrzyga twój mózg w sytuacji zaskoczenia. Jednak wtedy to ty nadajesz kierunek swojemu zainteresowaniu. Ćwicząc zaciekawienie elementarnymi zdarzeniami i doświadczeniami z życia, a nawet „tym, co już znasz” jakby od nowa, pozwalasz sobie na aktywowanie tego samego systemu nagrody ale w zrównoważony sposób. To świat, bodźce odbierane przez wszystkie zmysły, swoje emocje i interakcje z innymi stają się (zdrowym) zastępnikiem dla loterii filmików. To nastawienie do życia, chłonne i dociekliwe, takie jak umysł dziecka, da ci zadowolenie i spokój. To właśnie próbujesz znaleźć za pomocą przewijania nieskończonych treści szybkim ruchem kciuka.
Jeżeli jeszcze to czytasz, to wiesz jakie słowo opisuje to nastawienie umysłu. Ten stan, który próbowali osiągnąć ludzie kroczący drogą wojownika. Osoby, dla których walka była częścią życia - w której złość, oparta na uprzedzeniach i automatycznych ocenach przejmuje kontrolę nad zaciekawieniem drugą osobą. Bo to na tej emocji chciałbym zakończyć.
Złość
Kiedy nasz mózg zdefiniuje jakiś bodziec jako zagrażający może podjąć reakcję obronną unikania i towarzyszącej temu emocji strachu. Jeżeli jednak uzna, że wycofanie lub uniknięcie nie jest możliwe, reakcją może być dodatkowo atak i złość, a nawet agresja. To, czy do tego dojdzie, zależy od oceny dokonanej przez mózg, który w tej decyzji opiera się na interpretacji i wcześniejszych doświadczeniach danego człowieka.
Odczuwanie złości nie jest niczym złym – to naturalna reakcja na napotkaną trudność i może być wyrażana konstruktywnie lub destrukcyjnie. Kiedy ktoś jest uczony przez społeczeństwo, że ucieczka jest tchórzostwem, częściej na reakcję obronną może wybierać atak. Takie same mechanizmy, które w skali zbiorowej mogą przeradzać się w konflikty, a czasem w wojny, gdzie przekaz kulturowy często przedstawia unikanie walki jako brak odwagi i skazę na honorze.
A czyż honor nie jest uważany za jedną z cnót samurajów? Tych samych, od których zaczęliśmy ten artykuł – którzy trenowali stan shoshin, aby być lepszymi wojownikami? Shoshin jest narzędziem i to jego posiadacz wybiera, w jakim celu go używa. To właśnie ta chwila nieuprzedzonego zdumienia – błysk shoshin, tego ponownego spojrzenia na zjawisko - może być momentem, w którym wygra zaciekawienie zamiast ataku.
Zamiast moralizatorskiego zakończenia napiszę tylko jedno zdanie: Ten artykuł miał dać ci wskazówkę, jak możesz wykorzystać rozwijanie swojego umysłu dziecka, umysłu początkującego. Wybór należy do ciebie.
Przypisy:
- Zazwyczaj lista obejmuje: shoshin, zanshin, mushin, fudoshin i przewija się tez senshin.
- Sensei Kazuo Chiba, bezpośredni uczeń twórcy Aikido (Morihei Ueshiby) przez ostatnie 10 lat jego życia. Założyciel organizacji Birankai International, zrzeszającej szkoły uczące pod jego egidę.
- https://biran.birankai.org/?p=2502
- Shunryu Suzuki – „Umysł Zen, umysł początkującego”
- dōjō – miejsce nauki, szkoła sztuk wali, prowadzona zazwyczaj przez samodzielnego nauczyciela.
- https://wsaikido.pl/przeslanie-t-k-chiba-sensei-do-nauczycieli-i-uczniow/
- Kasamatsu & Hirai (1966) - "An Electroencephalographic Study on the Zen Meditation (Zazen)"
- „No effect of focused attention and open monitoring meditation on EEG auditory mismatch negativity in expert and novice practitioners” - https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0167876022000770
- Lisa Barret - Mózg nie służy do myślenia. Siedem i pół wywrotowych lekcji o mózgu
- Należy wspomnieć tutaj, że obecny stan badań wskazuje na różnice między działaniem medytacji typu zazen, która jest określana typem ‘Open Monitoring’ a medytacjami skupienia (np. na obiekcie, oddechu) – ‘Focused Attention’. W przypadku tej drugiej formy reakcja emocjonalna na bodziec jest kontrolowana poprzez przekierowanie na obiekt skupienia, przez co jest wygaszana. W przypadku OM, zmienia się sposób przetwarzania doświadczenia bodźca – nie jest on interpretowany jako część osobowości i narracji o sobie, a przez to nie generuje silnej reakcji emocjonalnej. FA działa poprzez wyciszenie reakcji, a OM przez nieprzywiązywanie się do bodźca, a przez to obniżoną reakcję. (Patrz dalsze przypisy)
- „More Meditation, Less Habituation? The Effect of Mindfulness Practice on the Acoustic Startle Reflex” - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4422735/
- „Mindfulness, cognition, and long-term meditators: Toward a science of advanced meditation „ - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12330868/ ; „Implementation of Mindfulness-Based Emotion Regulation Strategies: A Systematic Review and Meta-analysis” - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11903998/ ; „Differential Effects of Focused Attention and Open Monitoring Meditation on Autonomic Cardiac Modulation and Cortisol Secretion” https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8320390/
- „Open monitoring meditation reduces the involvement of brain regions related to memory function” - https://www.nature.com/articles/s41598-018-28274-4.pdf
- Obecnie te 3 reakcje są poszerzane o dodatkowe, jak omdlenie, zamrożenie, przymilanie. Dlatego odchodzi się od wymieniania listy reakcji i po prostu używa określenia ‘reakcja na ostry stres’.
- Daniel Jerzy Żyżniewski – Emocje i nastrój. Jak je zrozumieć i kształtować? Wyd. Zwierciadło, 2021
- Daniel Jerzy Żyżniewski - Mózg, emocje, stres - co trzeba wiedzieć i co można zrobić? Kurs online, https://www.naffy.io/daniel-jerzy-zyzniewski/mozg-emocje-stres-co-trzeba-wiedziec-i-co-mozna-zrobic-4SN
- Ze złych wiadomości, podatności na przywoływanie poczucia strachu zależy w dużej mierze od historii naszej młodości i naszej osobowości (zależnej też od genetyki). Im więcej doświadczamy sytuacji odbieranych jako zagrażające tym większa podatność na reagowanie strachem.[15]
- „Anxiety and curiosity in hierarchical models of neural emotion processing—A mini review” - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11220156/
- „States of curiosity modulate hippocampus-dependent learning via the dopaminergic circuit” - https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4252494/
Łukasz Derkacz (c) 2026
